Codziennik Mławski - lokalny portal informacyjny. Piszemy jak jest o wydarzeniach w Mławie i powiecie. Bądź na bieżąco z newsami z Mławy i okolic!

Mławski portal informacyjny codziennikmlawski.pl. Newsy Mława i okolice.
Życzymy wszystkiego najlepszego!
linia
Logo

Ubecka prowokacja przed wyborami do Sejmu w 1947 r.


W okresie minionego ponad półrocza, odbyły się  w Polsce  trzy kampanie wyborcze: do parlamentu, do samorządów i ostania do  parlamentu europejskiego. Przebiegały one w warunkach, które określa ordynacja wyborcza demokratycznego państwa. Pomijam słowne  utarczki w środkach masowego przekazu, które nie powinny mieć miejsca, czy mało wiarygodne obietnice składane przez polityków, z których po wyborach niewiele zostało zrealizowane. Nie było jednak prowokacji mających znamiona działań przestępczych.  Dla porównania przypomnijmy   kampanię wyborczą w Mławie przed wyborami do sejmu  z 1947 r., w trakcie której dopuszczono się ordynarnej prowokacji ze strony mławskiej bezpieki.

12 listopada 1946 r. prezydium Krajowej Rady Narodowej wydało zarządzenie, o przeprowadzeniu wyborów do sejmu. Ich termin został wyznaczony na 19 stycznia 1947 r. Znacznie wcześniej, bo już w sierpniu 1946 r. rozpoczęła się walka wyborcza między  opozycyjnym Polskim Stronnictwem Ludowym a Polską Partią Robotniczą i zblokowanymi stronnictwami: Polską Partią Socjalistyczną i Stronnictwem Ludowym oraz Stronnictwem Demokratycznym. Stanisław Mikołajczyk i działacze PSL stanęli przed trudnym zadaniem, którym było zneutralizowanie niezgodnych z prawem, podstępnych działań komunistów.

Jednym z głównych celów władz komunistycznych było niedopuszczenie członków PSL do okręgowych i obwodowych komisji wyborczych. Łamano w ten sposób ordynację wyborczą, zakładającą reprezentację wszystkich sił politycznych. Wojewódzkie i powiatowe rady narodowe podejmowały odpowiednie decyzje, w wyniku których w 52 okręgowych oraz w 5 227 obwodowych komisjach wyborczych nie było przedstawicieli PSL.

Przeciwstawiając się tym bezprawnym działaniom, władze PSL utworzyły własną strukturę organizacyjną, począwszy od głównego komisarza, poprzez wojewódzkich aż do komisarzy gromadzkich. Ich zadaniem było kierowanie wszystkimi sprawami związanymi z kampanią wyborczą oraz przebiegiem samych wyborów.  PSL zgłosiło w każdym okręgu własne listy kandydatów na posłów, tocząc batalię o ich zatwierdzenie. W poszczególnych okręgach wystawiano zazwyczaj po jednym kandydacie, wybranym spośród czołowych działaczy. Pozostali byli działaczami miejscowymi – wojewódzkimi lub powiatowymi. Stanowili oni 98% ogólnej liczby kandydatów.

W województwie warszawskim utworzono pięć okręgów wyborczych: okręg nr 1 stanowiła Warszawa, nr 2 – Pruszków, nr 3 – Płońsk, nr 4 – Przasnysz, nr 5 – Mińsk Mazowiecki. Mława i powiat mławski zostały włączone do okręgu przasnyskiego z którego wybierano 6 posłów. Przewodniczącym komisji został mianowany Józef Olzak z SL, a wiceprzewodniczącym – Feliks Nowak z PPR.

Proces zatwierdzania list i zbierania podpisów pod nimi odbywał się w atmosferze prześladowań. Od listopada 1946 r. władze UB wzmogły falę represji wobec PSL. Mnożyły się prowokacje, aresztowania i rozwiązywania zarządów powiatowych. Mimo wszystko zdołano jednak w wyznaczonym terminie złożyć wymagane dokumenty.

Pomimo wielu wysiłków nie została zarejestrowana lista w okręgu wyborczym nr 4 z siedzibą w Przasnyszu. Została ona przekazana przez członków Okręgowej Komisji Wyborczej w Przasnyszu z oświadczeniami 11 kandydatów na posłów oraz 391 podpisami wyborców. Przekazano ją Powiatowym Urzędom Bezpieczeństwa: w Przasnyszu, Działdowie, Mławie, Ostrołęce, Ostrowi Mazowieckiej. Pracownicy tych urzędów zmusili terrorem wyborców do złożenia oświadczeń, że składane przez nich podpisy na liście PSL zostały wymuszone lub były podpisywane nieświadomie. Metodami pozaprawnymi wymuszono wycofanie aż 259 podpisów. Doszukano się również wiele niedokładności w podpisach. Okręgowa Komisja Wyborcza w Przasnyszu unieważniła resztę głosów z przyczyn formalnych. Lista została unieważniona, pomimo protestów posła Stefana Owczarczyka – pełnomocnika PSL.

Odpowiedzią partii ludowej na takie postępowanie było wezwanie, aby zwolennicy PSL zbojkotowali udział w głosowaniu w tych okręgach, w których jej listy zostały unieważnione.

Przeciwnicy nie cofali się przed stosowaniem metod świadczących o zachowaniu nawet pozorów demokratycznych metod walki. Z zadowoleniem pisano o rozpadzie kół w województwie warszawskim, nie podając przyczyn na podstawie których zostały rozwiązane. Przykładem niezgodnego z prawem działania funkcjonariuszy UB i MO była akcja prowokacyjna wobec Zarządu Powiatowego PSL w Mławie, przeprowadzona 24 października 1946 r. Około godziny 1800 doszło do eksplozji materiałów wybuchowych na klatce schodowej w budynku nr 4, znajdującym się przy Starym Rynku w Mławie. W kamienicy tej, przed wojną należącej do Karola Baranowskiego, mieściły się biura Zarządu Powiatowego PSL, biuro Zarządu Powiatowego Młodzieży Wiejskiej RP „Wici” oraz mieszkania działaczy i pracowników. Po tym zdarzeniu funkcjonariusze mławskiej ubecji i milicjanci dokonali rewizji w pomieszczeniach mieszkalnych, w trakcie której znaleziono broń i materiały wybuchowe. Znalezienie broni posłużyło za pretekst do aresztowania:

  • Stefana Kociędy – prezesa Zarządu Powiatowego PSL,
  • Józefa Przybyszewskiego – wiceprezesa Zarządu Powiatowego Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”,
  • Stanisława Olczaka – kierownika biura ZP PSL,
  • Zygmunta Cegielskiego – członka PSL.

Opisane zdarzenie oraz okoliczności które miały miejsce przed rewizją, nie budziły u mieszkańców miasta wątpliwości, że było ta prowokacja. Działacz PSL Edmund Sarnowski w relacji tak opisał to zajście:

Dawna kamienica Karola Baranowskiego przy Starym Rynku. W tym budynku mieściła  się po wojnie siedziba Zarządu Powiatowego PSL. Jedyny budynek  ocalały z wojny polsko-niemieckiej 1939 r. na pierzei północnej.

Pamiętam, że byłem na posiedzeniu MRN. […] W pewnej chwili usłyszałem huk i wybiegłem z magistratu. […] Ludzie zaczęli mówić, że wysadzono PSL. Podsadzono im materiał wybuchowy pod schody. Po tym pracownicy Bezpieczeństwa zrobili rewizję w naszym lokalu i znaleźli dużo broni pod łóżkami naszych pracowników. Po „znalezieniu broni” aresztowali kilku naszych działaczy. Wątpliwości nie mieli też czołowi działacze PSL. Wiceprezes PSL Stanisław Bańczyk, opisując mławskie zdarzenie w piśmie do prezesa Rady Ministrów, podkreślił:

Przytoczone powyżej okoliczności, jakie miały miejsce bezpośrednio przed rewizją oraz w czasie jej trwania, nasuwają podejrzenie, iż znalezione w czasie rewizji broń i materiał wybuchowy zostały podrzucone bezpośrednio przed jej rozpoczęciem. […]. Eksplozja miała miejsce o godz. 1830. Już kilka sekund po eksplozji na schodach prowadzących na podwórze domu znalazł się osobnik umundurowany, który latarką elektryczną oświetlał przechodzące tymi schodami osoby. Kilka minut później, na korytarzu I piętra, na którym znajdują się lokale zarządów powiatowych PSL i „Wici” i pokój mieszkalny Cegielskiego oraz na korytarzu II piętra, na którym znajduje się pokój mieszkalny Kociędy i innych – byli już funkcjonariusze UPB i MO, którzy bez jakiegokolwiek dającego się konkretnie stwierdzić celu, przechadzali się po tych korytarzach, mając wolny wstęp do pokojów.

Analizując przebieg akcji, można stwierdzić, że funkcjonariusze UB w Mławie i milicjanci zbyt wcześnie znaleźli się na miejscu zdarzenia. Jeden z milicjantów stał na straży i pilnował, aby nikt nie zakłócił przebiegu akcji, a potem wskazywał drogę funkcjonariuszom. Krótki czas, który upłynął do przybycia bezpieki na miejsce zdarzenia dobitnie świadczy o prowokacji. Budynek PUBP znajdował się w tym czasie przy ulicy Reymonta nr 2, około 500 metrów od zdarzenia. Godzinę akcji wybrano również starannie. W tym czasie odbywało się posiedzenie MRN w Mławie, więc część działaczy mogła w nim uczestniczyć. O tej porze ludzie zazwyczaj znajdowali się w domach, ponieważ było już ciemno, a miasto było słabo oświetlone, więc spacerowanie nie wchodziło w grę. O godzinie 18.00 pozamykane były też sklepy.

W dalszej części pisma czytamy:

W biurach Zarządu Powiatowego PSL i „Wici” oraz w pokojach mieszkalnych w tym czasie, jak co dzień o tej porze, nie było nikogo. Drzwi do pokojów, zwykle na klucz pozamykane, były na skutek wybuchu otwarte. Wspomniani wyżej funkcjonariusze bezpieczeństwa publicznego pozostawali sami wewnątrz budynku tak długo, aż po upływie przeszło pół godziny przybyła druga grupa funkcjonariuszy PUB i MO w towarzystwie kierownika referatu społeczno-politycznego starostwa, Lewandowskiego Henryka, i prezesa Zarządu Powiatowego PSL, Kociędy Stefana, która przystąpiła do przeprowadzenia rewizji w biurach zarządów powiatowych PSL i „Wici” oraz pokojach mieszkalnych.

Analizując dalej przebieg akcji możemy stwierdzić, że w akcji brały udział dwie grupy ubecko-milicyjne: pierwsza po wybuchu wpadła na korytarze i do otwartych pomieszczeń biurowych i mieszkalnych, podłożyła broń i materiały wybuchowe. Następnie czekała na drugą, która w towarzystwie przedstawiciela władzy państwowej – kierownika Henryka Lewandowskiego – miała udowodnić prezesowi, że w lokalach PSL nielegalnie przechowywano broń. Ładunek wybuchowy mógł podłożyć ktoś z pierwszej grupy lub zupełnie inna osoba. Stanisław Męzik sugerował, że był to właśnie Lewandowski. O podłożenie ładunku wybuchowego podejrzewali Lewandowskiego zarówno Kocięda, jak również  Przybyszewski, którzy rozmawiali o tym z Męzikiem, ówczesnym I sekretarzem Komitetu Miejskiego PPR w Mławie.

Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedno stwierdzenie, zawarte w piśmie, które redagowane było z wykorzystaniem mławskich działaczy: „W biurach i pokojach mieszkalnych w tym czasie, jak co dzień o tej porze, nie było nikogo”. Łatwo więc było funkcjonariuszom UB wybrać odpowiednią godzinę akcji, przez jakiś czas obserwując pracę działaczy.

W wyniku przeprowadzonej rewizji:

w pokoju Cegielskiego na I piętrze znaleziono ukryty pod szafą granat obronny bez zapalnika i pudełeczko drewniane, w którym, według oświadczenia jednego z funkcjonariuszy, miały być zapalniki, zaś w sienniku, na którym sypia Cegielski, znaleziono pistolet bębenkowy owinięty w starą szmatę. W biurze Zarządu Powiatowego PSL za jedną z szaf znaleziono pudełko tekturowe, w którym było kilka sztuk przedmiotów w kształcie świecy długości kilkunastu centymetrów, które według oświadczenia kierownika referatu społeczno-politycznego starostwa miały być materiałem wybuchowym. W pokoju mieszkalnym prezesa Kociędy i innych znaleziono: w sienniku Kociędy granat z zapalnikiem i w sienniku Przybyszewskiego również granat. Obecny przy rewizji prezes Kocięda, oświadczył, że pokoje nie były zamykane i przedmioty w nich znalezione zostały podrzucone.

Prowokacja ze znalezieniem broni była aż nadto czytelna. Tłumaczenia funkcjonariuszy UB w Mławie mało przekonujące. Niemniej jednak odpowiednio nagłośnione spełniły swoje zadanie. Jedyny świadek rewizji, reprezentujący stronę peeselowską, został aresztowany i praktycznie pozbawiony możliwości odpierania ataków. Innych, niezależnych świadków nie było. Naiwne, ale nieweryfikowalne w zaistniałych warunkach było odnajdywanie granatów i pistoletu w siennikach.

W tym miejscu trzeba podkreślić, że posądzeni i aresztowani działacze PSL byli w czasie okupacji w strukturach podziemnej organizacji SL „Roch” i BCh. Doskonale znali zasady konspiracji. Przechowywanie nielegalnej broni w takich warunkach byłoby z ich strony wyjątkową naiwnością. Wymienieni działacze PSL do naiwnych nie należeli i doskonale zdawali sobie sprawę z możliwych działań prowokacyjnych komunistycznego aparatu terroru. Przetrzymywanie broni w lokalach narażonych na przeprowadzenie rewizji o każdej porze dnia czy nocy byłoby głupotą.

W tych rozważaniach ważny jest jeszcze jeden czynnik: stwierdzenie w piśmie, że to, czy dany przedmiot był materiałem wybuchowym, zależało od oceny funkcjonariusza UB.

Po przeprowadzonej rewizji lokale Zarządu Powiatowego PSL w Mławie zostały zamknięte i opieczętowane, a wybrani działacze aresztowani i tym samym usunięci z walki wyborczej. Działania te posłużyły do przymusowego rozwiązania Zarządu Powiatowego PSL w Mławie.

Znacznie bardziej wyraziście przedstawił akcję najbardziej pokrzywdzony, prezes ZP PSL w Mławie Stefan Kocięda. W relacji napisał:

Stefan Kocięda prezes Zarządu Powiatowego PSL w Mławie

Z bronią w lokalu PSL to zrobili pół jawnie. […] Ładunek podłożyli pod schody i wysadzili je oraz szyby w oknach, […] w siennikach poumieszczali granaty oraz trotyl koło szafy w biurze i przystąpili do rewizji. Nie byli pewni, czy trafnie. Komendant trzymając granat w ręku pytał się mnie, które moje łóżko. Pokazałem mu, wtedy ten zaprowadził mnie do tego łóżka, przewraca koce i rękę z granatem wsadza do siennika, wyjmuje ją i pokazuje, że tam znalazł granat. Mówię mu, że musi pan być słabo obeznany, skoro mówi, że Polakom najwygodniej i najbezpieczniej jest spać na granatach.

Trudno o bardziej przejrzysty dowód na to, że była to prowokacja. Wobec Kociędy nie zachowano nawet elementarnych zasad przyzwoitości, a szef mławskiego UB Majewski, z góry wiedząc, że prezes będzie aresztowany, w sposób bezczelny fabrykował „rzekome dowody”. Stefan Bełchatowski od kwietnia 1945 do czerwca 1946 r. był komendantem powiatowym MO w Mławie. Choć w tym okresie już nie pracował w Mławie, był człowiekiem dobrze zorientowanym w sytuacji. Tak opisał te zdarzenia we wspomnieniach. „W połowie 1946 r. w lokalu mławskiego Zarządu Powiatowego PSL nastąpiła eksplozja. Rewizja przeprowadzona przez Powiatowy Urząd BP i MO dała rewelacyjne wyniki. Znaleziono 8 min, 5 automatów, 3 karabiny, amunicję i kilka granatów. Aresztowani zostali prezes i sekretarz Zarządu Powiatowego PSL. Zarząd PSL rozwiązał się, a 15 członków oddało legitymacje. Coraz szersze rzesze ludowców przekonywały się, że PSL prowadzi politykę antyludową i dąży do rozbicia sojuszu robotniczo-chłopskiego”.  Trzeba było być zupełnie nieodpowiedzialnym, żeby taki arsenał trzymać w lokalu partyjnym. Peeselowcy  z Mławy byli doświadczonymi działaczami, doskonale zadawali sobie sprawę z działalności mławskiego UB.

Aresztowani działacze mławskiego Zarządu PSL zostali wypuszczeni na wolność dopiero po wyborach. Pismo do Prezesa Rady Ministrów nie przyniosło pożądanych rezultatów, ponieważ komunistyczne władze doskonale zdawały sobie sprawę z tego rodzaju działań i nie zamierzały w takich sprawach interweniować. Uważano, że jest to walka z przeciwnikiem, w którym skupiły się główne siły reakcji.

Prowokacja w Mławie nie była zdarzeniem odosobnionym. Podobnego napadu, lecz bez eksplozji, dokonali 7 września 1946 r. pracownicy UB w Przemyślu. Po dokonaniu rewizji „znaleziono” ulotki antypaństwowe. Lokal opieczętowano a 11 członów zarządu aresztowano. Również 17 października 1946 r. w Lipnie dokonano podobnej akcji, która zakończyła się zamknięciem lokalu i aresztowaniem prezesa Zarządu Powiatowego PSL. Podobnych przykładów można wymienić więcej. Na Ziemiach Odzyskanych, w dawnych Prusach Wschodnich, nastąpiły masowe przesłuchania członków PSL dotyczące spraw wyborów i działania peeselowskiego aparatu wyborczego, po których często aresztowano aktywnych działaczy. Pod koniec października 1946 r.  przeciętnie w każdym powiecie aresztowanych było około 10 osób. Zastosowana przed referendum metoda zawieszania przez UB zarządów powiatowych pod koniec 1946 r. przybrała duże rozmiary. Do 19 stycznia 1947 r. zawieszono łącznie 28 zarządów. Stosowano również zamykanie lokali peeselowskich oraz aresztowanie czołowych działaczy pod błahymi pretekstami. Praktycznie równało się to zaprzestaniem działalności PSL w danym powiecie.

Nie tylko administracja państwowa i urzędy bezpieczeństwa intensyfikowały swoją działalność w miarę zbliżania się wyborów, lecz także partie polityczne skupione w bloku demokratycznym. Główny ciężar spadł na PPR. Władze naczelne PPS zobowiązały zarządy powiatowe PPS do współpracy z komunistami. Był to efekt umowy zawartej z PPR, którą jednomyślnie zatwierdziła Rada Naczelna PPS w dniu 5 grudnia 1946 r., podkreślając, że „Partia jest na dobrym torze, że linia którą wytoczyła sobie odpowiada interesom i państwa i narodu”.

W Mławie od października 1946 r. odbywały się wspólne posiedzenia PPR i PPS, na których przygotowywano się do walki wyborczej. Były robione po to „aby zbierać się wspólnie z PPS na ogólne zebrania, czy komórek, aby rozbijać PSL i kierować ich nie do naszych Partii, lecz do SL. I trzeba tak pracować, żeby nie dać tyle mandatów, które daje nasza Partia dla PSL-u”.

Tak więc mławscy komuniści wyznaczyli sobie cel zasadniczy, którym było rozbicie PSL i niedopuszczenie do zdobycia nawet niewielkiej liczby mandatów, które zostały wyznaczone stronnictwu przez władze centralne PPR. Środkiem do jego osiągnięcia było umasowienie PPR, powiększenie szeregów ORMO, ale tylko z członków PPR. Nie zamierzano również zaniedbać propagandy „przed wyborami trzeba [bowiem] uświadamiać ludzi, bo są otumanieni przez PSL.  Stosowanie brutalnych prowokacji było na porządku dziennym.

O Mławie w dawnych czasach… Czytaj więcej…


dr Leszek Arent

Urodzony w Mławie i związany z Mławą. Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletni pracownik i dyrektor Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej. Członek Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej, mławskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego, Rady Społeczno-Naukowej Stacji Naukowej im. prof. Stanisława Herbsta, zarządu Fundacji im. Korzybskich w Mławie, Mazowieckiego Oddziału Stowarzyszenia Muzealników Polskich, zarządu Mazowiecko-Podlaskiego Towarzystwa Naukowego z siedzibą w Warszawie. Zasiada w Kapitule tytułu Mławian Roku i Nagrody Honorowej im.  dr Józefa Ostaszewskiego funkcjonującej przy Stacji Naukowej w Mławie. Jeden z redaktorów  „Mławskiej Kroniki Archeologiczno – Numizmatycznej”, pisma społeczno–kulturalnego „Dwutygodnik Mławski”, „Studiów i Materiałów do dziejów Ziemi Zawkrzeńskiej” i rocznika „Ziemia Zawkrzeńska”. Uhonorowany licznymi wyróżnieniami i odznaczeniami m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi RP, medalem „Zasłużony dla Miasta Mławy, honorową odznaką „Zasłużony dla Kultury polskiej”, Złotą Odznaką Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego i Złotym Krzyżem Zasługi.

Udostępnij:
Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć i chronić Twoje dane osobowe zgodnie z przepisami RODO, potrzebna nam jest Twoja zgoda na ewentualne ich przetwarzanie. Informujemy jednocześnie, że publikacja komentarza w portalu "Codziennik Mławski" skutkuje wyrażeniem przez Ciebie takiej zgody. Nigdzie nie przekazujemy Twoich danych (IP) i chronimy je jak najlepiej potrafimy, wykorzystując do tego wszelkie możliwe formy. Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółami oraz z Regulaminem Komentowania na portalu Codziennik Mławski [TUTAJ]
5 1 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x