Codziennik Mławski - lokalny portal informacyjny. Piszemy jak jest o wydarzeniach w Mławie i powiecie. Bądź na bieżąco z newsami z Mławy i okolic!

Mławski portal informacyjny codziennikmlawski.pl. Newsy Mława i okolice.
Życzymy wszystkiego najlepszego!
linia
Logo
Szpulka pasmanteria Mława dodatki krawieckie

„Kalkówka  1945”


W czasach PRL 18 stycznia a w suwerennej Polsce 17, przy  mauzoleum  znajdującym się  obok szosy Szreńskiej,  odbywają się uroczystości upamiętniające  śmierć 364 więźniów obozu pracy przymusowej oraz członków podziemia niepodległościowego.  Zostali zastrzeleni przez Niemców  na kilkadziesiąt godzin przed wkroczeniem do Mławy oddziałów Armii Czerwonej.  Uroczystości na Kalkówce poprzedza msza  święta odprawiana w kościele w parafii MBKP na Osiedlu Książąt Mazowieckich  a następnie  odbywała się doga krzyżowa.  Przy każdej rocznicy rodzą się wątpliwości i pytania dotyczące tragedii: dlaczego musiało do niej dojść, czy nie można było jej zapobiec, dlaczego  oprawcy swe zbrodnicze zamiary mogli dokonać w taki sposób?  Warto nad tymi pytaniami się  zastanowić. Na początku prześledźmy  zdarzenia, które miały miejsce w mroźnym dniu 17 stycznia 1945 roku, a nawet dzień wcześniej.  

W wyniku zimowej ofensywy Armii Czerwonej  Mława została zajęta przez  oddziały 170 Dywizji Strzeleckiej,  dowodzonej przez płk Siemiona Cyplenkowa. Ponieważ miasto nie było przewidziane  do obrony, więc walk na jej terenie nie było.   Oddziały sowieckie wkroczyły do Mławy18 stycznia około godziny1900.. Potwierdzeniem  wyzwolenia Mławy przez wojska sowieckie w tym dniu, było nadanie  nazwy jednej z ulic  w mieście, konkretnie Krzynowłodzkiej, obecnie 18-tego stycznia.

Jak przedstawiała się sytuacja dzień wcześniej.  Tu warto podkreślić, że w planach niemieckich Mława nie była przewidziana do  bezpośredniej obrony, więc w mieście nie była żadnych umocnień. Obrona tzw. mławskiego rejonu umocnionego znajdowała się na dalekich przedpolach Mławy. Stanowiły ją umocnienia polowe i rów przeciwczołgowy.  W związku z tym Sowieci  nie atakowali Mławy czołowo tylko zastosowali manewr okrążający, nazwany mławsko- działdowskim . Polegał on na głębokim obejściu od południa i zachodu umocnień  przez  atak na Wiśniewo, Zdroje, Bogurzyn,  Turzę Małą w kierunku Działdowa. Niemcy, aby nie dostać się do niewoli, musieli szybko opuścić okrążany  rejon.  Wynika więc  z powyższego,  że w Mławie 17 stycznia nie było wojsk niemieckich, a pozostawały tylko spóźnione, niewielkie grupki cywilów, które nie zdążyły się ewakuować w kierunku Prus Wschodnich. Ewakuacja administracji cywilnej rozpoczęła się po nalotach lotnictwa sowieckiego, które odbyły się dzień wcześniej i wywołały panikę wśród Niemców.

Budynek archiwum (widok obecny). W czasie okupacji areszt i obóz pracy przymusowej

Sytuacja 17 stycznia przedstawiała się następująco. W godzinach przedpołudniowych przyjechał do Mławy z Ciechanowa oddział około 40 – 50 esesmanów, który zatrzymał się w miejscowym areszcie i dawnym obozie pracy przymusowej. Po obiedzie zwolniony został niemiecki  personel  obozowy, a władzę przejęło SS i Gestapo. Kiedy zaczęło robić się ciemno a więc koło godziny 16 00, rozpoczęło się wywożenie więźniów jednym samochodem ciężarowym, krytym brezentem. Na samochód jednorazowo załadowano około 30 więźniów, których przewożono do oddalonej o około 2 kilometrów żwirowni, zwanej „Kalkówką” . Tam ze stojącego przy szosie samochodu wyprowadzano pojedynczo więźniów i w oddalonej   o kilkadziesiąt  metrów żwirowni, strzałem w tył głowy uśmiercano. Manewr powtarzano około 12 razy. Zbrodniczą akcję zakończono prawdopodobnie około północy. Z pogromu  ocalał tylko Czesław Arabucki,  trafiony w ramię, który przeleżał ranny pod zwałami ciała następnie przedostał się do okolicznych domów, gdzie udzielono mu pomocy.

Ofiarami masakry byli głównie  działacze i członkowie Stronnictwa Ludowego „Roch”, żołnierze Batalionów Chłopskich i ich rodziny, oraz zwykli więźniowie, nie związani z ruchem oporu. Cenę życia zapłaciły całe rodziny ludowców,  związane od początku okupacji z ruchem oporu. Były to rodziny  Nadratowskich, Fijałkowskich, którzy przebywali w mławskim więzieniu po wielkiej „wsypie” z końca grudnia 1944 roku.

Ofiary zbrodni na Kalkówce

Motywy zbrodni trudno wytłumaczyć w kategoriach normalnych stosunków międzyludzkich. Z przebiegu  zbrodniczej operacji  można wyciągnąć wniosek, że była to zaplanowana i z niemiecką precyzją przeprowadzona akcja.  Jak można przypuszczać powodem działania hitlerowskiej  grupy likwidacyjnej  był brak możliwości ewakuacji więźniów wraz z wycofującą się  niemiecką administracją okupacyjną. A także niezwykle trudna sytuacja na froncie.

Ofiary zbrodni na Kalkówce.

Podobne operacje zostały przeprowadzone w innych miastach na Mazowszu Północnym: w Ciechanowie, Sierpcu i Płocku. W Sierpcu i Płocku zbrodni dokonano w budynku więziennym. Inaczej niż w Mławie.

Jednym z pytań budzących niepokój i brak zrozumienia sytuacji w Mławie 17 stycznia 1945 roku, był przebieg akcji likwidacyjnej. Dlaczego esesmani wywozili więźniów do położonej za miastem żwirowni i tam mordowali więźniów, a nie  zrobili tego na miejscu, w pobliżu więzienia? Zbrodnicza akcja trwała około 7 – 8 godzin, czyli bardzo długo. Przecież opuszczający Ciechanów esesmani musieli słyszeć,  zbliża się front, że żołnierze sowieccy są już niedaleko od miasta, które zdobyli około godziny 14oo. Front został przerwany i Armia Czerwona mogła znaleźć się w Mławie . bardzo szybko. A jednak zachowywali się bardzo spokojnie i wykonywali swoje  zbrodnicze zadanie  bez obawy, że dostaną się w ręce nieprzyjaciela?. Doskonale zdawali sobie sprawę, co ich czeka  ze strony Sowietów. Nie obawiali się również zagrożenia ze strony zbrojnego polskiego podziemia.  Dlaczego?. Musieli być przekonani, że nic im nie zagraża i mogą  wykonać  spokojnie rozkaz.

Kolejną wątpliwość budzi zachowanie organizacji podziemnej, konkretnie  komendy Obwodu Mławskiego Armii Krajowej. Dlaczego nie podjęto żadnej próby uwolnienia więźniów, albo przed 17 stycznia, albo w trakcie  wywożenia więźniów na „Kalkówkę”. Nie trudno się było zorientować, że prędzej czy później Sowieci będą kontynuować ofensywę, że zdolności bojowe Wehrmachtu są wyjątkowo słabe i opuszczenie Mławy przez Niemców jest nieuniknione. Więc będą musieli coś zrobić z więźniami. Albo będą ich ewakuować albo dokonają likwidacji. Do obu tych ewentualności można się było przygotować. Organizacyjnie istniał przecież oddział szturmowy AK dowodzony przez Stefana Rudzińskiego  ps. „Wiktor”, który można było wykorzystać i choć podjąć próbę przeszkodzenia zamiarom Niemców.  Tak się jednak nie stało!. Dlaczego?.  Tłumaczenia są różne. Żołnierze „Wiktora” niemieli dostatecznej ilości broni, struktury organizacyjne AK po powstaniu warszawskim uległy destrukcji. To złe argumenty. Przecież AK  od kilku lat przygotowywała się do takiej sytuacji. Jej komendy z oddziałami zbrojnymi miały rozpocząć walkę z wycofującymi się oddziałami Wehrmachtu  a potem wystąpić w roli gospodarza, przed wkraczającymi wojskami sowieckimi. Nie dość, że nie walczono z oddziałami niemieckimi, to nie podjęto próby ratowania więźniów, skazanych na zagładę. To plama na działalności Obwodu Mławskiego AK. Jak ustalił Ryszard Juszkiewicz obwód akowski w powiecie liczył  jeszcze pod koniec okupacji niemieckiej około 2000 zakonspirowanych żołnierzy.  Bataliony Chłopskie około 1000 żołnierzy. Tym bardziej dziwi postawa komendy podokręgu „Wkra” BCh, która zaniechała prób porozumienia z AK i wspólnymi siłami dokonania akcji uwolnienia więźniów. Przecież na „Kalkówce” zostało zabitych wielu bechowców i ich najbliższych.

Wzajemne pretensje i animozje doprowadziły do zaniechania działań zmierzających do wykonania zadań, do których przygotowywano się od kilku lat. Miało to być albo powstanie powszechne, albo akcja „Burza”. Czy rzeczywiście po upadku powstania warszawskiego rozsypały się struktury akowskie, czy  aresztowania pod koniec 1944  roku członków BCh i SL „Rocha” całkowicie załamały wolę walki wśród jej kadry kierowniczej. Być może jest to jakieś wytłumaczenie bierności wśród głównych organizacji podziemnych. Zapewne też zadziałał strach przed ujawnieniem się wobec sowieckich służb: NKWD i Śmiersza. Przecież udana akcja uwolnienia więźniów, musiała wywołać wrażenie u Sowietów i zwrócić uwagę na struktury konspiracji antyhitlerowskiej. Bez wątpienia łatwiej było się akowcom ukryć bez takiej akcji. Dziwi tylko postawa ludowców. Przecież kilka dni po „wyzwoleniu”, czyli 23 stycznia   ujawnili się i poszli na współpracę z towarzyszami z PPR.

Mauzoleum ofiar zbrodni na Kalkówce

Jeszcze jeden aspekt budzi niepokój i dla historyka pragnącego poznać prawdę jest intrygujący. Jest nim pytanie: ilu rzeczywiście więźniów zostało rozstrzelanych na „Kalkówce”.  Podawana w literaturze liczba 364 osób została ustalona na podstawie,  trudnego do zweryfikowania źródła. Czy w ciągu najbliższych dni po tragedii ktoś  dokładnie pomordowanych policzył? Po wojnie robiono ankiety, ale były to zeznania z pamięci. Zweryfikowano dotychczas ponad 100 zamordowanych. Oczywistym  było  że rodziny pomordowanych, szybko  przyjeżdżały z okolicznych wsi do Mławy i zabierały rozpoznawane ciała, które następnie chowano na miejscowych cmentarzach.  Nasuwa się wątpliwość co do liczby więźniów, którzy przebywali w areszcie . Jest nim obecny budynek Archiwum Miasta Warszawy oddział w Mławie, którego kubatura nie uległa zmianie od powstania pod koniec XIX wieku. Znając powierzchnię budynku, wyłączając pomieszczenia zajmowane przez obsługę więzienia, trudno byłoby zmieścić w nim 365 więźniów. Zagadnienie te wymaga dalszych badań, w celu ustalenia prawdziwej liczby zamordowanych na Kalkówce.

 O Mławie w dawnych czasach… Czytaj więcej…


dr Leszek Arent

Urodzony w Mławie i związany z Mławą. Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletni pracownik i dyrektor Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej. Członek Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej, mławskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego, Rady Społeczno-Naukowej Stacji Naukowej im. prof. Stanisława Herbsta, zarządu Fundacji im. Korzybskich w Mławie, Mazowieckiego Oddziału Stowarzyszenia Muzealników Polskich, zarządu Mazowiecko-Podlaskiego Towarzystwa Naukowego z siedzibą w Warszawie. Zasiada w Kapitule tytułu Mławian Roku i Nagrody Honorowej im.  dr Józefa Ostaszewskiego funkcjonującej przy Stacji Naukowej w Mławie. Jeden z redaktorów  „Mławskiej Kroniki Archeologiczno – Numizmatycznej”, pisma społeczno–kulturalnego „Dwutygodnik Mławski”, „Studiów i Materiałów do dziejów Ziemi Zawkrzeńskiej” i rocznika „Ziemia Zawkrzeńska”. Uhonorowany licznymi wyróżnieniami i odznaczeniami m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi RP, medalem „Zasłużony dla Miasta Mławy, honorową odznaką „Zasłużony dla Kultury polskiej”, Złotą Odznaką Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego i Złotym Krzyżem Zasługi.

Udostępnij:
Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć i chronić Twoje dane osobowe zgodnie z przepisami RODO, potrzebna nam jest Twoja zgoda na ewentualne ich przetwarzanie. Informujemy jednocześnie, że publikacja komentarza w portalu "Codziennik Mławski" skutkuje wyrażeniem przez Ciebie takiej zgody. Nigdzie nie przekazujemy Twoich danych (IP) i chronimy je jak najlepiej potrafimy, wykorzystując do tego wszelkie możliwe formy. Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółami oraz z Regulaminem Komentowania na portalu Codziennik Mławski [TUTAJ]
5 2 votes
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x