Brat Mieczysław nawoływał do nawrócenia na ulicach Mławy
— 16/09/2016
Niecodziennie na ulicach miasta spotyka się człowieka ubranego w uszyty z worków po ziemniakach wór pokutny i niosącego na ramionach duży krzyż. A takie spotkania były wczoraj w Mławie codziennością. Napotkane osoby, które chcą rozmawiać wzywa do nawrócenia.
Brat Mieczysław pochodzi z okolic Elbląga, jest osobą świecką, ma rodzinę. W Mławie jest po raz pierwszy w życiu, choć swoją misję pełnił już w wielu miejscach, zarówno w dużych miastach jak i małych miejscowościach. Chodzi w worze pokutnym z kapturem, który sam uszył. Na swoich misjach jest niezależny od nikogo, wozi ze soba śpiwór i jak sam mówi, często spi na dworze. Nie czyta gazet, nie ogląda telewizji i nie zajmuje się polityką. Chce krzewić tylko Słowo Boże. – Ludzie na ogół są bardzo życzliwi, zapraszają na posiłek, bywa że i na nocleg – mówi brat Mieczysław.
JK

Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć i chronić Twoje dane osobowe zgodnie z przepisami RODO, potrzebna nam jest Twoja zgoda na ewentualne ich przetwarzanie. Informujemy jednocześnie, że publikacja komentarza w portalu "Codziennik Mławski" skutkuje wyrażeniem przez Ciebie takiej zgody. Nigdzie nie przekazujemy Twoich danych (IP) i chronimy je jak najlepiej potrafimy, wykorzystując do tego wszelkie możliwe formy. Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółami oraz z Regulaminem Komentowania na portalu Codziennik Mławski
[TUTAJ]
WALCZY MIŁOŚCIĄ
Brat Mieczysław wyszedł na polskie ulice aby walczyć o życie, o życie ludzi z Chrystusem i w Chrystusie. Walczy z miłością, pokorny i łagodny. Niesamowity boży człowiek wzywa ludzi do nawrócenia za porzyzwoleniem żony i zgodą proboszcza.
Tak wielkiego miłosierdzia, to musi być z PiS-u.
Niezwykła postać moim zdaniem. Miałem okazję porozmawiać z tym życzliwym człowiekiem. Jest on usilnie nastawiony na głoszenie słowa Bożego. Silny akcent kładzie on na spowiedź i pokutę. Nie krytykuje nikogo, choćby ten człowiek, albo ci ludzie byli najgorsi. Zachęca do dialogu, do pogodzenia się, do współpracy. Kiedy zapytałem go, czy po tylu latach chodzenia z krzyżem na ramieniu w worze pokutnym, ma jeszcze siły i zdrowia na to, On rzekł: Nadal ma siłę, którą dostaję od Boga. Ja nie wiem, gdzie są stawy, nerki, serce, wątrobą, nogi. Po prostu nic mi nie dolega, czuję się silny.
Ciekawe co na to jego rodzina? Czy jej nie zaniedbuje? Każdy kij ma 2 końce…