
Polityka w naszym kraju to swoista, narodowa i polska wieża Babel. Większość z nas ma jej dosyć i gdy tylko „gadające głowy” wkraczają nam do życia nawet po otwarciu lodówki, zmieniamy kanał. Jednak choć nam się wydaje, że z nią skończyliśmy, to ona na pewno nie skończyła z nami i nadal wdziera się nam do oczu, uszu, głowy ale też i do portfela.
Nie zawsze jednak pomieszanie języków było tak wyraźne i dotkliwie odczuwalne. Ja co prawda osobiście nie pamiętam, ale jeśli wierzyć narodowym skrybom, mieliśmy w swojej – dość już odległej historii wiek nazwany złotym. Polska była wtedy potęgą polityczną (demokracja szlachecka), militarną (choćby Hołd Pruski), kulturalną (Jan Kochanowski, Paweł Włodkowic, Jan Długosz, Mikołaj Kopernik, Andrzej Frycz – Modrzewski) i ekonomiczną. I czy można było taką potęgę rozpieprzyć? Okazało się, że można. I nie zwalajmy tu całej winy na carycę Katarzynę. No bo przecież owa demokracja szlachecka miała też swoje wady i swoje liberum veto (łac. „wolne nie pozwalam”).
Zanim jednak ta zasada ustrojowa Rzeczypospolitej Obojga Narodów, mająca w zamyśle chronić szlachtę przed zapędami władzy wykonawczej – czyli kolejnych królów, przyniosła tak zatrute dla kraju skutki, było inaczej. Pewnie w to nie uwierzycie, ale zanim liberum veto wykrzyknął 9 marca 1652 poseł Siciński, to w sejmie udawało się elektorom dogadywać w sprawach ważnych i przekonywać tych, którzy mieli inne zdanie. I nikt nie musiał korzystać z veta, a nawet jeżeli to się zdarzyło to sejm nie traktował tego serio i nie unieważniał podjętych decyzji.
Jak to w życiu jednak bywa, to samo prawo w różnym czasie działa różnie. Veto Sicińskiego okazało się skuteczne, sprzeciw posła Tadeusza Rejtana wobec legalizacji rozbioru nie zdał się na nic. No może niezupełnie, bo dzięki temu, to właśnie Rejtan trafił na płótno Matejki i zyskał tytuł ostatniego sprawiedliwego patrioty.
Weto w obecnym polskim porządku konstytucyjnym ma już nieco inny charakter, choć daje Prezydentowi RP prawo odmowy podpisania ustaw uchwalonych przez Sejm RP. Nie jest to jednak prawo bezwarunkowe. Sejm może pod pewnymi warunkami weto Prezydenta RP odrzucić.
Instytucja weta stała się znów głośna, gdy obecny Prezydent RP – Karol Nawrocki użył go w sprawie ustawy SAFE. Ocena czy słusznie zapewne zależy bardziej od politycznych sympatii, niż ewentualnych ekspertów, bo jedni są za, a inni przeciw. I mówią różnymi językami, zupełnie jak w wieży Babel.
Od weta nie stronili też nasi wcześniejsi prezydenci w IV Rzeczypospolitej. I nikt już nie pamięta, że kiedyś było inaczej i nie wierzy, że inaczej być może. Złoty wiek istniał, ale czy istnieje złoty środek?
ZygZak