Mława. Podwyżka cen odbioru śmieci to nie koniec problemu
— 01/08/2019
Podwyżka cen odbioru śmieci to nie koniec problemu z odpadami. To niemal zupełnie pewne, że już wkrótce czeka nas kolejna podwyżka, ale czy to też rozwiąże wszystkie problemy? Dlaczego śmieci tak drożeją? I dlaczego w Mławie jest najdrożej? Takie pytania coraz częściej zadają sobie mieszkańcy naszego miasta. Te pytania powrócą ze zdwojoną siłą już w sierpniu, gdy przyjdzie nam płacić opłatę w nowej wysokości.
Władze miasta tłumaczą podwyżkę przede wszystkim podwyższeniem opłaty marszałkowskiej za składowanie. To jednak tylko jakaś część prawdy.
– Opłata za odbiór i zagospodarowanie odpadów musi pokryć koszty ponoszone za wszystkie czynności wykonywane przez firmy świadczące usługi w omawianym zakresie. A te są coraz wyższe. Obecnie trzeba kupić pojemniki bądź worki do segregacji pięciu frakcji. Trzeba kupić tabor, który te pojemniki, zgodnie z przepisami, odbierze, opróżni i dowiezie do sortowni. Trzeba kupić i zbudować instalacje do czyszczenia selektywnej zbiórki i do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów. Potrzebne są kompostownie dla odpadów zielonych, biogazownie dla bioodpadów czy sortownie dla odpadów zmieszanych bądź resztkowych. To jest cały łańcuch kosztów, które musi ponieść firma. Oczywiście nie ma obecnie technologii bezodpadowych, a więc w inwestycjach musimy też widzieć cenę wybudowania i eksploatacji właściwego składowiska odpadów poprocesowych, czyli takich, z którymi już nic nie można zrobić. Dotychczas wiele z nich już zostało poniesionych, ale na technologie, których efektywność może budzić wątpliwości – mówi Michał Dąbrowski, przewodniczący Rady Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, cytowany przez obserwator.finansowy.pl.
– Samorządy organizując zamówienia publiczne najczęściej stawiają bardzo wysokie wymagania przedsiębiorstwom. No bo skoro państwo nakłada duże wymogi w stosunku do gmin, to one potem niejako cedują je na firmy gospodarujące odpadami – dodaje Michał Dąbrowski.
Chodzi tu przede wszystkim osiągnięcie wysokich poziomów ponownego użycia i recyklingu odpadów komunalnych. Zgodnie z wymogami stawianymi krajom Unii, a w konsekwencji następnie samorządom, już w 2019 r. musimy osiągnąć 40 proc., a w 2020 r. aż 50 proc. Samorządy generalnie w specyfikacji przetargowej na zagospodarowanie odpadów przerzucają ten obowiązek na firmę.
– To nie firmy, a gminy są odpowiedzialne za całą akcję edukacyjną promującą selektywną zbiórkę wśród mieszkańców. Niestety, od 2013 r. zrobiliśmy niewiele, żeby namówić mieszkańców do segregowania odpadów – twierdzi cytowany już Michał Dąbrowski.
I z tym twierdzeniem nie sposób się nie zgodzić, a na pewno przynajmniej w Mławie. Tu rozwiązaniem problemu jest przerzucenie spraw recyklingu na firmę a w konsekwencji na kieszeń mieszkańców. A jak to jest w innych samorządach?
W Ciechanowie już działa pilotażowy projekt Systemu Indywidualnej Segregacji Odpadów (SISO). Inteligentne pojemniki otwierane przy pomocy otrzymanych kodów kreskowych m.in. będą ważyły odpady i sprawdzały, czy mieszkańcy domów wielorodzinnych segregują odpady.
Duże miasta jak np. Warszawa starają się zmniejszyć strumień odpadów i stawiają choćby recyklomaty. Po wrzuceniu do maszyn pustych butelek lub puszek mieszkańcy otrzymają ECO-punkty. Będą je mogli wymienić na zniżki do kina, teatru lub na kawę za pomocą specjalnej aplikacji. Z kolei w Krakowie stoi automat wypłacający symboliczną kwotę za wrzucone do niego plastikowe butelki.
Działania podejmują też mniejsze miejscowości. W gminie Jarocin zakończył się pilotażowy program selektywnej zbiórki odpadów biodegradowalnych kuchennych z nieruchomości w zabudowie jednorodzinnej. Do blisko 1000 pojemników z napisem BIO zebrano 10 ton odpadów.
Z kolei w Urzędzie Gminy Stare Babice, jednostkach podległych i placówkach oświatowych wójt wprowadził zakaz zakupu napojów w opakowaniach jednorazowych oraz używania jednorazowych opakowań żywności, kubków, talerzyków i sztućców.
Odpady – nie mój problem?
Odpady, które powstają w gospodarstwie domowym, są regularnie wywożone i znikają nam sprzed oczu – ale czy to oznacza, że przestają być naszym problemem? Niestety nie. To, co dzieje się z odpadami po ich wywiezieniu, nadal wpływa na nasze życie i zdrowie, mimo że ich nie widzimy. Składowiska, na których zalegają niesegregowane i nieprzetwarzane odpady, stają się prędzej czy później palącym problemem, pogarszając jakość życia okolicznych mieszkańców. Wytwarzają się na nich substancje toksyczne, które przenikają do wody, gleby i powietrza – a więc odpady nawet po wyrzuceniu i wywiezieniu nadal są dla nas kłopotem. Jednak aż 80% wytwarzanych odpadów można poddawać recyklingowi i przetwarzać surowce wtórne.
Na pewno potrzebna jest więc zmiana świadomości społecznej. Dobrze, że chociaż urząd miasta daje do ręki mieszkańcom składającym nową deklarację o segregowaniu odpadów jednostronicową, mało atrakcyjną w wyglądzie i ubogą w treści skserowaną ulotkę informacyjną. Czy to jednak są wystarczające działania?
JK

W krajach Unii Europejskiej comiesięczne opłaty za śmieci zasilają lokalne administracje samorządowe które budują i utrzymują systemy gospodarki odpadami komunalnymi. Jest to tak zwany system naturalnego monopolu gminnego określany jako „in house”. Osiągnięcia tego systemu, w którym tylko 10 procent odpadów trafia na składowanie – są podstawą unijnych wymogów dla całej Wspólnoty Europejskiej. U nas aferałowie uparli się aby comiesięczne opłaty polskich rodzin omijały samorządy i zasilały fundusz zysków firm kręcących lody na śmieciach. Wizytówką polskiej gospodarki odpadami są dzikie wysypiska lub płonące odpady na hałdach i w halach… Ekspert ze Szwecji a więc ze wzorcowego kraju wyznaczającego standardy dla całej Unii stwierdza: „fundamentalne znaczenie w sukcesie gospodarki municypalnej ma fakt – że w Szwecji, Danii, Niemczech, Austrii, Holandii, Belgii i w pozostałych krajach „starej Unii” w których system zadań publicznych realizowany jest przez spółki komunalne, w ramach in-house jest zdecydowanie tańszy. DLATEGO, ŻE Z SAMEJ DEFINICJI SPÓŁKI GMINNE POWINNY BYĆ NON PROFIT, BEZZYSKOWE. W związku z tym, to samo z siebie powinno prowadzić do sytuacji, gdzie na takim rozwiązaniu mieszkaniec gminy tylko zyskuje” Mimo tej prostej i trafnej diagnozy ilustrującej to na czym polega „polski problem” w odpadach – nadal wielu rżnie głupa, że wystarczy dobrze napisana specyfikacja przetargowa na wyłonienie operatora kręcenia lodów na comiesięcznych opłatach mieszkańców…
Dzięki Max, wreszcie mądre słowa i konkret w komentarzu, a nie ciągle pitolenie o nieistotnych rzeczach.
Dziekuje!!! Cala prawda o mlawskich smieciach, krecili lody, I dalej juz nie beda krecic, tylko zal ze za te eskapady urzedasow do CHIN / Burmistrz Rakowski/ musza teraz placic mieszkancy. A Pan Rakowski zostal w nagrode, SAROSTO POWIATU!!!
Zobacz jak ceny w Sierpcu, redaktor – czysta polityka w twoich działaniach, brudna rzecz dla ludzkości. Nigdy nie będzie dobrze. Podzieliła się Polska
Nastepna sprawa skoro nasze wysypiska nie mają zezwolenia to czemu cały czas pną się w górę skąd biora się te śmieci z kosmosu
Ale mława to nie jest pod warszawski powiat. Porownaj sobie ciechanów .
Przeprowadz się,…okalny patriota.
Tak wybitnie stronniczego portalu dawno nie widziałem. Piszecie Państwo że w Mławie śmieci są najdroższe. Proszę lepiej zweryfikować swoje informacje. W powiatach podwarszawskich opłata sięga nawet 168 zł ! W każdym mieście obecnie rosną ceny wywozu śmieci bo takie oferty w drodze przetargów do miast trafiają. Trzeba się z tym pogodzić i zacząć przykładać większą wagę do segregacji. A akurat tego Mławian trzeba nieustannie uczyć. Podobnie jak palenia dobrymi materiałami a nie byle czym przez co w okresie grzewczym brakuje powietrza.
Mława nie jest podwarszawskim powiatem. Bliżej nam do warmii więc ceny w Ostródzie są 11 selektywne 14 zmieszane. A ten smog to od ruskiego węgla.