
fot. ilustracyjne; Pixabay
Kamilowi G. właścicielowi amstaffa, który w minioną środę dotkliwie pogryzł dwoje małych dzieci w Łomi, mławska prokuratura postawiła zarzuty narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu małoletnich, których był opiekunem. Grozi mu pięć lat więzienia.
Trzyletni Igor i ośmiomiesięczna Zuzia pogryzione przez amstaffa nadal przebywają w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Stan chłopca określany jest jako średnio ciężki i nie zagrażający życiu. Stan dziewczynki jest ciężki a odniesione obrażenia nadal zagrażają jej życiu.
Jak już podawaliśmy, do tego tragicznego zdarzenia doszło wieczorem w środę 27 czerwca na terenie jednej z posesji w Łomi (gm. Lipowiec Kościelny). W tym czasie na ogrodzonym podwórku przebywał trzyletni Igor, a ośmiomiesięczną Zuzią opiekowała się trzymająca ją na rękach matka. W obejściu znajdowały się dwa psy – suka rasy amstaff oraz przywieziony dzień wcześniej trzyletni amstaff. Ten ostatni nagle zaatakował najpierw chłopca, a gdy w jego obronie stanął mężczyzna, który odciągnął go od ofiary, rzucił się następnie na dziewczynkę. Zanim mężczyzna zabił atakujące zwierzę, Zuzia została bardzo dotkliwie pogryziona. Dzieci przetransportowano do szpitala w Mławie, a stąd jedno śmigłowcem, a drugie karetką przewieziono do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Prokuratura Rejonowa w Mławie początkowo prowadziła śledztwo w sprawie narażenia dzieci na ciężki uszczerbek na zdrowiu, ostatecznie zarzuty usłyszało tylko jedno z rodziców. Prokuratura przesłuchała świadków, osoby bliskie i sąsiadów. W piątek 29 czerwca do prokuratury zgłosiła się telefonicznie poprzednia właścicielka psa. Kobieta poinformowała, że psa przekazała poprzez ogłoszenie na facebooku pewnemu mężczyźnie z zastrzeżeniem, że nie powinien trafić do osób posiadających dzieci. Okazało się bowiem, że psa oddaje z powodu agresywnego i zazdrosnego zachowania psa, gdy urodziło się jej dziecko. Kobieta dysponuje umową przekazania psa, a zwierzę trafiło do mężczyzny, który zapewniał, że pies nie będzie mieć kontaktu z dziećmi. Personalia tego mężczyzny znane są prokuraturze. Dopiero potem amstaff trafił do Łomi, na razie nie wiadomo dokładnie w jaki sposób.
– Ten wątek będzie jeszcze wyjaśniany, ze względu na sprzeczne relacje obu mężczyzn – mówi prokurator Iwona Śmigielska–Kowalska rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Płocku.
Również w piątek 29 czerwca wykonana została sekcja zwłok zabitego amstaffa. Jej wyniki nie wskazują, aby pies uczestniczył w walkach i był chory na wściekliznę.
– Prokuratura skierowała też do mławskiego sądu wniosek o wgląd w sposób sprawowania władzy rodzicielskiej – dodaje Iwona Śmigielska–Kowalska rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Płocku.
JK
Od wielu lat psy hodowane w Mławie jeżdżą na walki do Ostródy