
fot. pixabay
12 marca przypada nam Światowy Dzień Drzemki w Pracy. Przypada oczywiście w obowiązującym jak dotychczas jedynie w „rzeczywistości równoległej” Kalendarzu Świąt Nietypowych. Wbrew temu, co mogłoby nam się w Polsce wydawać wcale nie wymyślili go nasi politycy z Wiejskiej, choć jak widać na wielu publikowanych w mediach zdjęciach, pewnie spokojnie mogliby. A ponieważ dzień święty wypadałoby święcić, więc może choć dziś pochylmy się nieco nad tematem.
Święto wymyślono oczywiście w … tak, tak, w USA. Podobnie jak coca colę i McDonalda. Nie żebym się tu na dzień dobry czepiał, któregoś z tych wynalazków. Przynajmniej te ostatnie przyjęły się i nawet trudno sobie bez nich niektórym życie wyobrazić. Jak będzie z drzemką w pracy?
W krajach śródziemnomorskich południowa sjesta jest obowiązkowa, kiedyś jej uzasadnieniem był wpływ upalnego klimatu. Dziś w dobie powszechnej klimatyzacji, ten argument stracił na mocy, jednak sjesta pozostała. W Wielkiej Brytanii, Francji no i oczywiście ojczyźnie wynalazku USA coraz popularniejsza i dopuszczalna staje się drzemka w pracy, tzw. power nap. Wcale nie ze względu na klimat. Chodzi o wydajność. Jak twierdzą amerykańscy naukowcy dzięki drzemce aktywność naszego mózgu pozostaje wysoka przez cały dzień, a kilkuminutowy sen w ciągu dnia zwiększy naszą wydajność o 34 proc. Co prawda chińscy naukowcy ( w Chinach prawo do drzemki w pracy gwarantuje konstytucja ) twierdzą, że drzemka może przyczyniać się do powstawania cukrzycy typu II oraz powodować zwiększone ciśnienie krwi, ale jak wiemy naukowcy i to nie tylko radzieccy, są w stanie udowodnić niemal dowolną tezę na dowolny temat. To tylko kwestia wysokości budżetu na badania.
Odłożywszy na bok naukowe tezy, dobrze oprzeć się na sprawdzonych faktach już historycznych. A te są takie, że przynajmniej kilkunastu ludzi „wielkich” drzemało. Dość tu przywołać W. Churchilla, J.F. Kennedy’ego, L.Da Vinci, A.Einsteina T.Edisona czy Napoleona Bonaparte. Temu ostatniemu zresztą przypisywane jest dość znane powiedzenie: „mężczyźni śpią sześć godzin na dobę, kobiety siedem, a idioci – osiem.”
Osobiście jednak żałuję, że Einstein nie zbadał dokładnie pewnej ciekawej zależności, myślę że znanej nam dość dobrze z autopsji. Mam tu na myśli nierównomierną prędkość biegu czasu podczas snu. Otóż, śpisz w łóżku. Jest 6 rano. Zamykasz oczy jeszcze na 5 minut i jest 7:15. Jesteś w pracy, leniwie przekładasz papierki. Jest godzina 13:30. Zamykasz oczy na 5 minut i jest 13:31.
Jakby jednak z tym biegiem czasu nie było, to w Polsce legalnie z przerwy na sen mogą korzystać jedynie pracownicy nielicznych firm, przede wszystkim korporacyjnych, jak Google i Nike. Mają tam nawet taką specjalną kapsułę.
Może trochę szkoda, że tylko oni. Bo według wspomnianych już badań amerykańskich drzemka wpływa także na nastrój pracownika. Ci przemęczeni zdecydowanie częściej reagują impulsywnie w stresujących sytuacjach i są rozdrażnieni. Może drzemkę jednak dałoby się wprowadzić w paru urzędach? Może w ramach jakiegoś eksperymentu badawczego? Mamy tu już przecież doświadczenia. Dwa lata temu Centrum Studiów Psychologii Psychosomatycznej z włoskiej Pescary prowadziło w Mławie projekt badawczy „Social Dreaming – History and Trauma”. Co prawda wtedy analizowane były przeżycia, wrażenia i sny po projekcjach filmów, których tematem jest II wojna światowa, ale jakieś doświadczenia już pozostały.
A więc życzę przyjemnej drzemki, przynajmniej dziś, w niedzielne popołudnie.
ZygZak