Codziennik Mławski - lokalny portal informacyjny. Piszemy jak jest o wydarzeniach w Mławie i powiecie. Bądź na bieżąco z newsami z Mławy i okolic!

Mławski portal informacyjny codziennikmlawski.pl. Newsy Mława i okolice.
Życzymy wszystkiego najlepszego!
linia
Logo

O tym huczy cała Mława. Policja pod zamkniętymi drzwiami Grzywacz w ratuszu


fot. ilustracyjne


Zamknięte na klucz drzwi gabinetu Magdaleny Grzywacz – rzecznik prasowej urzędu miasta i jednocześnie kandydatki do rady powiatu z komitetu wyborczego Sławomira Kowalewskiego okazały się przeszkodą nie do pokonania dla mławskich policjantów, wezwanych w związku z podejrzeniem kolportażu wyborczych materiałów w ratuszu. Policjanci banerów nie znaleźli, ale do jednego z pomieszczeń – konkretnie gabinetu Grzywacz ich nie wpuszczono.

Opisywana sytuacja miała miejsce w środę 20 marca. Policję do ratusza wezwali Zbigniew Ruszkowski i Kamil Przybyszewski, którzy wchodząc do urzędu napotkali mężczyznę wynoszącego zwój banerów. Według ich relacji ów mężczyzna na zapytanie dlaczego wynosi z urzędu banery, zaczął spiesznie się oddalać. Ruszkowski i Przybyszewski zawrócili więc do ratusza i zapytali w kancelarii gdzie mogą odebrać banery. Zostali skierowani do drzwi wydziału – jak się powszechnie mówi w Mławie – „propagandy”. Gdy weszli, na ich widok, jedna z pracownic pośpiesznie zamknęła drzwi do drugiego gabinetu (gdzie urzęduje Grzywacz – red.), ale jak stwierdził Ruszkowski – przez chwilę widać było leżące na ziemi materiały wyborcze jednego z komitetów.  Pracownica stwierdziła, że naczelnik wydziału nie ma w urzędzie, bo ma wyjście prywatne. Nieobecność w urzędzie pani Grzywacz potwierdził też wiceburmistrz Zejer, który również zjawił się wówczas w wydziale. Urzędnicy wezwali na interwencję straż miejską, a Ruszkowski i Przybyszewski policję. Policjanci poprowadzili czynności w wydziale komunikacji społecznej tylko z wiceburmistrzem Zejerem, sekretarz miasta Cecelską i pracownikami, wypraszając zgłaszających. Po zakończeniu interwencji, w rozmowie z Ruszkowski powiedzieli, że Grzywacz odmówiła otwarcia gabinetu  nawet w przypadku, gdy z policjantami byli jej przełożeni, bo źle się poczuła.

Ponieważ o policji w urzędzie mówi już pół Mławy, o to zdarzenie zapytał na wczorajszym posiedzeniu komisji również radny Filip Kowalczyk. Po całej serii pytań, w końcu udało mu się wydusić z odpowiadającej skąpo na jego dociekania sekretarz miasta Magdaleny Cecelskiej, jak wyglądał w wersji ratusza przebieg policyjnej interwencji. Sekretarz Cecelska stwierdziła, że policję wezwało dwóch mieszkańców – kandydatów do rady miasta w związku z przypuszczeniem, że w urzędzie jest prowadzona agitacja wyborcza, ale policjanci nic nie stwierdzili. Po kolejnych pytaniach radnego Kowalczyka, sekretarz dodała, że policja nie weszła do jednego pokoju – z powodu, że „jedno pomieszczenie było zamknięte, a osoba w nim przebywająca nie słyszała sygnałów, żeby otworzyć, bo była na słuchawkach”  – i było to pomieszczenie naczelnik wydziału Magdaleny Grzywacz. „To było prywatne spotkanie on-line, w tym czasie naczelnik przebywała na przerwie prywatnej, nie pracowała w tym czasie” – dodała Cecelska.

Zastępca burmistrza Zejer wyjaśniał, że w urzędzie istnieje praktyka tzw. wyjść prywatnych pracowników, w przypadkach wizyty u lekarza, z dzieckiem czy w innych sprawach.

Wyjaśnieniami sekretarz i zastępcy burmistrza zdumiona była radna Wioletta Błaszkiewicz. „Jak to, w urzędzie, korzystając z energii i sprzętu służbowego prowadzi się prywatne spotkania”? – mówiła radna Błaszkiewicz. Radna dociekała też, jaką częstotliwość zapisu ma monitoring w urzędzie i monitoring miejski, co pozwoliłoby na sprawdzenie, czy taka agitacja była prowadzona.

Mławska policja, zapytana przez naszą redakcję o to zdarzenie nie opisała jego przebiegu, choć o to wyraźnie prosiliśmy.

– Interwencja o której jest mowa została zakończona jako niepotwierdzona. Brak przesłanek stwierdzających łamanie prawa. Policjanci poinformowali osoby zgłaszające o możliwości złożenia zawiadomienia – napisała podkom. Aneta Prusik z KPP Mława.

Burmistrz Kowalewski poproszony przez naszą redakcję o wyjaśnienia przebiegu zdarzenia i policyjnej interwencji, do dzisiaj nie udzielił nam żadnej odpowiedzi.

Mamy więc do czynienia z dwiema wersjami wydarzeń. Według Ruszkowskiego i Przybyszewskiego (a jest to wersja poparta nagraniem przez nich wykonanym), wiceburmistrz Zejer mówił, że Grzywacz nie ma w urzędzie (to samo twierdziła pracownica wydziału), do tego zgłaszający widzieli jak pokój Grzywacz był zamykany na klucz. Po przyjeździe Policji Zejer i sekretarz Cecelska byli obecni pod zamkniętymi drzwiami gabinetu Grzywacz i wiedzieli od zgłaszających, że kluczem do pokoju dysponuje jedna z pracownic, to jednak to pomieszczenie pozostało zamknięte i bezradna policja nie umiała znaleźć sposobu by się do niego dostać. Jak więc Grzywacz znalazła się w zamkniętym gabinecie, skoro nie było jej w urzędzie?

I mamy drugą wersję – urzędową. Policja przyjechała, nie znalazła materiałów wyborczych  i nic nie stwierdziła, ale nie weszła do jednego z pomieszczeń, bo zamknęła się w nim na klucz naczelnik Grzywacz, która miała w tym czasie „wyjście prywatne”, słuchawki w uszach, prowadziła konferencję online i nie słyszała „sygnału do otwarcia” drzwi.

Pierwsza wersja poparta jest nagraniem, druga to wyjaśnienia „wyciśnięte” z władz miasta na komisji przez radnego Kowalczyka.

Ponieważ obie wersje nie mogą być na raz prawdziwe, to jak Państwo myślicie, kto tu jest łgarzem?

Swoją drogą, ciekawe praktyki wprowadzili panowie burmistrzowie w urzędzie miasta. Pracownicy (nie wiadomo tylko czy wszyscy, czy tylko niektórzy) podczas tzw. „prywatnego wyjścia” nie wychodzą, ale zamykają się na klucz w pokoju i całymi godzinami robią tam Bóg wie co, bez żadnej kontroli, być może używając do tego służbowego sprzętu czy materiałów i nie otwierają drzwi ani przed policją ani pracodawcą. Tu można jedynie spytać retorycznie, kto za to odpowiada i daje przyzwolenie na takie praktyki?

Ciekawym przypadkiem jest też zaangażowanie pracowników wspomnianego tu wydziału pani Grzywacz w kampanię wyborczą obecnego burmistrza i jednocześnie kandydata, Sławomira Kowalewskiego. W miniony piątek (15 marca) przygotowywali przed pomnikiem Św. Wojciecha nagranie Kowalewskiego w sprawie debaty kandydatów. Przygotowania rozpoczęły się jeszcze przed godziną 16-tą (a więc zapewne w trakcie „prywatnych wyjść” pracowników). Gdy jednak jeden z mieszkańców Mławy zrobił im w tym czasie zdjęcie, naczelnik Grzywacz zażądała od niego natychmiastowego jego skasowania, twierdząc, że oni są tu już po godzinach pracy urzędu i prywatnie. No i jak takie zachowanie można skomentować?

Kodeks Wyborczy wyraźnie zakazuje prowadzenia agitacji wyborczej w urzędach administracji rządowej i samorządu terytorialnego. Państwowa Komisja Wyborcza w wyjaśnieniach z 4 marca 2024 r. w sprawach związanych z prowadzeniem i finansowaniem kampanii wyborczej wskazuje, że zakaz prowadzenia agitacji wyborczej na terenie urzędów administracji obejmuje również wydawane przez urzędy media: broszury, gazetki informacyjne, strony internetowe. Zgodnie z art 494 Kodeksu Wyborczego prowadzenie agitacji wyborczej m.in. w urzędach zagrożone jest karą grzywny.

Czy więc sprawa ujawniona przez Ruszkowskiego i Przybyszewskiego będzie miała jakiś dalszy ciąg, to się dopiero okaże. Wtedy zapewne jeszcze do sprawy wrócimy.

JK


 

Udostępnij:
Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć i chronić Twoje dane osobowe zgodnie z przepisami RODO, potrzebna nam jest Twoja zgoda na ewentualne ich przetwarzanie. Informujemy jednocześnie, że publikacja komentarza w portalu "Codziennik Mławski" skutkuje wyrażeniem przez Ciebie takiej zgody. Nigdzie nie przekazujemy Twoich danych (IP) i chronimy je jak najlepiej potrafimy, wykorzystując do tego wszelkie możliwe formy. Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółami oraz z Regulaminem Komentowania na portalu Codziennik Mławski [TUTAJ]
3.3 23 votes
Oceń artykuł
guest
416 komentarzy
najnowsze
najstarsze najwyżej oceniane
Inline Feedbacks
View all comments
Olek
Olek
2 lata temu

I co dalej?
CISZA?

WACŁAW
WACŁAW
2 lata temu

RATUSZ ZAMKNĄĆ I KOMISJA

Anonimowo
Anonimowo
2 lata temu

Szanowna Redakcjo i Panowie społecznicy, proszę poprosić w Urzędzie Miasta o książkę z zapisem godzin pracy. Jeżeli, tak jak twierdzi 10 wiceburmiszcz, wyjścia prywatne są praktykowane, to prywatne nieobecności w pracy, należy odpracować. Dlaczego? Bo są to osoby zatrudnione na konkretny czas pracy, są opłacane z naszych podatków i mają być w pracy tyle na ile opiewa ten czas w umowie. Jeżeli takiego dziennika nie ma i nie jest on poświadczany przez przełożonych to znaczy, że narusza się prawo.

medej
medej
2 lata temu

I cała wólka też na stracenie, pod domami nam chcą zrobić tor motocrosowy 150 m od zabudowań. Niech obecny burmistrz zrobi sobie tor 150 m od własnej posesji. A było tak spokojnie

Wólka
Wólka
2 lata temu
Reply to  medej

ciekawe czy pani sekretarz pod oknami

maniek
maniek
2 lata temu

chyba dam Panom Ruszkowskiemu swój głos 😀

Anonimowo
Anonimowo
2 lata temu

,,Wyjście prywatne „…Ha Ha Ha … WSTYD

Bareja
Bareja
2 lata temu

Bateja by lepiej tego nie wymyślił 😀

Polak