Codziennik Mławski - lokalny portal informacyjny. Piszemy jak jest o wydarzeniach w Mławie i powiecie. Bądź na bieżąco z newsami z Mławy i okolic!

Mławski portal informacyjny codziennikmlawski.pl. Newsy Mława i okolice.
Życzymy wszystkiego najlepszego!
linia
Logo
Szpulka pasmanteria Mława dodatki krawieckie

Spalenie na stosie dwóch czarownic?


Klęski elementarne: pożary niszczące bezpowrotnie zgromadzone dobra, epidemie skazujące ludzi na śmierć i inne tego rodzaju nieszczęścia związane głównie  z wojnami, spowodowały wśród mieszkańców miast i wsi  szukanie winnych. Znajdowano ich wśród osób, głównie kobiet,  które się w jakiś sposób wyróżniały, bądź nie pasowały do utrwalonego  i obowiązującego schematu postępowania.



Uznawano je za czarownice mające kontakt z diabłem. Od końca średniowiecza do połowy XVIII wieku w Europie trwało polowanie na czarownice którym organizowano procesy, oskarżając je o czary. Trzeba pamiętać, że wśród ówczesnych ludzi znajomość świata przyrody  i zjawisk fizycznych  znacznie różniła się od dzisiejszej wiedzy o otaczającej nas rzeczywistości. Ówcześni ludzie wierzyli, że istnieje  świat rzeczy nadprzyrodzonych, które mają bezpośredni wpływ na życie każdego człowieka.

W Mławie w 1689 roku miał miejsce  wyjątkowy proces,  w którym oskarżono  o czary dwie kobiety. Był  zapewne jednym  z wielu, które miały miejsce w poprzednich latach. Przed sądem miejskim stanęła Marianna Kukulina, której zarzucono czyny, wyjątkowo absurdalne  z obecnego punktu widzenia. Oskarżono ją mianowicie, że „przyleciała z Szydłowa do Mławy  na gęsim jaju i cielęcej wątróbce i tam pani Cześnikowej na zdrowiu uczyniła, zalepiwszy w czeluściach pieca chlebowego włosy kobiece nato, by wygasła linja dziedziców na Szydłowie”. Drugą kobietą oskarżoną okazała się Zofia Rzeszotarska, córka mławskiego kowala. Oskarżono ją o to, że przewracając jęczmień na polu, rzucała ziarnem na owce, bydło i konia na którym jechał pan  Cześnik. Celem tych zabiegów było uśmiercenie wymienionych  zwierząt oraz, żeby „jegomości  konie się nie wiodły”, czyli  żeby się zmarnowały.

Oczywiście przeprowadzone zostało dochodzenie z zastosowaniem tortur, na których kobiety przyznały się do absurdalnych czynności. Jak opisał te zdarzenie Dominik Staszewski „jedna z kobiet przyznała się do ślubu  z samym szatanem, który po niemiecku ubrany, zawsze pod kominem siadywał”. W tym miejscu należy zadać pytanie, czy nie znalazł się nikt, wśród sędziów rozpatrujących sprawę, badających oskarżenie, który by stwierdził, że zarzuty są  absurdalne. Nikt nie odważył się dokonać wizji lokalnej i spróbować powtórzyć wyczyn jakim było przemieszczenie się na gęsim jaju.

Przy rozpatrywaniu tego nieszczęsnego wydarzenia należy też uwzględnić  uwarunkowania w jakich dokonał się ten niecny czyn.  W pamięci ludzi trwały jeszcze wydarzenia związane z  „potopem” szwedzkim,  w wyniku którego Mława została doszczętnie zrujnowana, po nim wystąpiła epidemia dżumy, która dziesiątkowała mieszkańców. Ludzie zabobonnie wierzyli że sprawcami tych nieszczęść mogą być osoby mające kontakty z silami nieczystymi. Powszechnie wierzono, „że człowiek może pod wpływem czarów czy złej mocy zmienić się w zwierzę, najczęściej w wilka, i tak na stałe pozostać, lub też za pewien czas wrócić do dawnej postaci”.  Takie działania wynikały ze strachu, niewiedzy i często z głupoty.  Niekiedy  procesy  o czary – to efekt  zawiści i chęci pozbycia się niewygodnych osób, uzyskania korzyści majątkowych.

Tu należy zapoznać się ze sposobem rozumowania ówczesnych ludzi,  żyjących w mieście jak też na wsi. Jan Stanisław Bystroń w znakomitej pracy poświęconej obyczajom w dawnej Polsce tak o tym  napisał „Człowiek był niepewny siebie, otoczony tajemniczymi siłami; zewsząd groziły mu złe wpływy, za którymi ukrywał się wróg plemienia ludzkiego, szatan.  Znaki rozmaite na niebie i ziemi, widzenia senne, odkrywały mu przyszłość i dyktowały drogi posterowania; człowiek sam był bezsilny, bezradny, niezdolny do zrozumienia tego świata i kierowania się w życiu własnym myśleniem”. 

Skutkiem zazwyczaj każdego procesu o czary było wydanie wyroku śmierci, najczęściej poprzez spalenie na stosie. W przypadku dwóch sądzonych w Mławie kobiet, wyrok wykonany został na  tzw. „szubienicznej górze”. Trudno jest dzisiaj dokładnie określić, gdzie  się ona znajdowała. Prawdopodobnie było to miejsce przy drodze do ówczesnej wsi Studzieniec, gdzie dzisiaj znajduje się kapliczka z figurą Matki Bożej.

Józef Ostaszewski – znany przedwojenny działacz społeczny i historyk regionalista  w pracy „Osobliwości historyczne Mławy”, lokalizuje „szubieniczną  górę” w pobliżu  obecnego szpitala miejskiego, prawdopodobnie w okolicy ulic Jaśminowej i Narcyzowej. Napisał o tym miejscu „Na prawo od ulicy Działdowskiej [obecnie Aleja Piłsudskiego] pod ostrym katem odchyla się droga polna, idąca przez łąki do Studzieńca, jako droga Studzieniecka, obecnie ulica Olsztyńska, przy której z prawej strony w odległości około ½ kilometra  od drogi działdowskiej było wzniesienie niewielkie, usypane z ziemi, widoczne do dzisiaj, na którym wznoszono szubienicę do wykonania wyroków śmierci, lub zapalano „ stos” drzewa do spalenia czarownic „na stosie”. Wzniesienie , sztucznie usypane, zwane „szubieniczna górą” jeszcze za naszej pamięci było wysokie na 2 1/2 metrów. […] Nie chronione  przez nikogo stopniowo było rozkopywane i niszczone przez właścicieli gruntów”.  Trzeba dodać, ze ówczesna droga Studzienicka biegła nieco inaczej niż obecna ulica Olsztyńska, bardziej ukośnie, w stosunku do  jej ostatniego fragmentu.

Na koniec warto pokreślić, że te wyjątkowe prymitywne procesy, wynikające z polowań na czarownice, zostały w ówczesnej Polsce zakazane w 1776 roku ustawą konstytucyjną tzw. „Konwikcyje w sprawach kryminalnych”. Wprowadzała ona powszechny zakaz stosowania tortur oraz zabraniała skazywania osób oskarżonych o czary na karę śmierci. Warto również podkreślić, że w ówczesnej Rzeczypospolitej nie odnotowano aż tak wielu rozpraw o czary, które były bez porównania liczniejsze  w krajach Europy zachodniej.


dr Leszek Arent

Urodzony w Mławie i związany z Mławą. Absolwent Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletni pracownik i dyrektor Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej. Członek Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej, mławskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego, Rady Społeczno-Naukowej Stacji Naukowej im. prof. Stanisława Herbsta, zarządu Fundacji im. Korzybskich w Mławie, Mazowieckiego Oddziału Stowarzyszenia Muzealników Polskich, zarządu Mazowiecko-Podlaskiego Towarzystwa Naukowego z siedzibą w Warszawie. Zasiada w Kapitule tytułu Mławian Roku i Nagrody Honorowej im.  dr Józefa Ostaszewskiego funkcjonującej przy Stacji Naukowej w Mławie. Jeden z redaktorów  „Mławskiej Kroniki Archeologiczno – Numizmatycznej”, pisma społeczno–kulturalnego „Dwutygodnik Mławski”, „Studiów i Materiałów do dziejów Ziemi Zawkrzeńskiej” i rocznika „Ziemia Zawkrzeńska”. Uhonorowany licznymi wyróżnieniami i odznaczeniami m.in. Srebrnym Krzyżem Zasługi RP, medalem „Zasłużony dla Miasta Mławy,  honorową odznaką „Zasłużony dla Kultury polskiej”, Złotą Odznaką Polskiego Towarzystwa Numizmatycznego i Złotym Krzyżem Zasługi

Udostępnij:
Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć i chronić Twoje dane osobowe zgodnie z przepisami RODO, potrzebna nam jest Twoja zgoda na ewentualne ich przetwarzanie. Informujemy jednocześnie, że publikacja komentarza w portalu "Codziennik Mławski" skutkuje wyrażeniem przez Ciebie takiej zgody. Nigdzie nie przekazujemy Twoich danych (IP) i chronimy je jak najlepiej potrafimy, wykorzystując do tego wszelkie możliwe formy. Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółami oraz z Regulaminem Komentowania na portalu Codziennik Mławski [TUTAJ]

2
KOMENTARZE

avatar
1500
Staszek
Gość
Staszek

mimo że mieszkam. w Szczecinie to interesuję się historią powiatu mławskiego bo moja rodzina ze strony mamy tam mieszka .Ciekawe informacje

Danuta
Gość
Danuta

Obawiam sie,ze niedlugo mozemy powrocic do tamtych czasow.Dzis takimi czarownicami sa ludzie o innym wyznaniu,ktorzy mysla,lub ktorzy nie sa zwolennikami PIS;Kleru,lub Rydzyka.