Codziennik Mławski - lokalny portal informacyjny. Piszemy jak jest o wydarzeniach w Mławie i powiecie. Bądź na bieżąco z newsami z Mławy i okolic!

Mławski portal informacyjny codziennikmlawski.pl. Newsy Mława i okolice.
Życzymy wszystkiego najlepszego!
linia
Media Expert Mława
Logo
meblolux
Szpulka Mława tkaniny pasmanteria dodatki krawieckie nowo otwarty sklep

Przez ćwierć wieku uszyłem tysiące czapek


sliderPo prostu mam zamiłowanie do tego, to jest rodzinne. Człowiek się w tym wychował, to trudno tego nie lubić. Tysiące czapek uszyłem od 1979 roku – o swojej pracy opowiada Tadeusz Kaczyński, mławski czapnik.

Słoneczne ogrody Mława

Codziennik mławski: Jaka jest historia powstania Pańskiego zakładu?

Tadeusz Kaczyński: Mój ojciec Remigiusz Kaczyński był czapnikiem. Swoją karierę zaczął w zakładach czapek w Legnicy dokąd wyemigrował „za pracą”. Do Mławy wrócił w 1953 roku i rozpoczął pracę w Spółdzielni Inwalidów. Swój zakład ojciec otworzył w Mławie w 1956 roku, po dojściu do władzy Władysława Gomułki. Najpierw prowadził zakład w budce drewnianej na Chrobrego, a kiedy zaczęła się budowa „ handlowca”, budka zaczęła przeszkadzać i ojciec przeniósł ją na róg ul. 3-go Maja i ul. Chrobrego, potem do budynku na ul. Żwirki, w którym zakład jest do dziś.

Cm.: Jak Pan został czapnikiem?
T.K.: Nie zamierzałem zostać czapnikiem, zawodów mam wiele. Moja przygoda z czapnictwem rozpoczęła się w 1979 roku. Zaczęły się dobre czasy, Gierek doszedł do władzy, poluzował trochę, był zbyt i ojciec nie nadążał z produkcją. Powiedział – co masz gdzieś pracować za grosze, jak tu możesz więcej zarobić. Rozpocząłem współpracę z ojcem i zrobiłem czeladnicze papiery.

Cm.: Czy lubi Pan swój zawód?
T.K.: No pewnie, że lubię, jak bym nie lubił, to bym tego nie robił.

Cm.: A co jest w tym takiego, że Pan to lubi?
T.K.: Po prostu mam zamiłowanie do tego, to jest rodzinne. Człowiek się w tym wychował, to trudno tego nie lubić. Tysiące czapek uszyłem od 1979 roku.

Cm.: No właśnie, a jak jest z dostępem do tkanin i innych materiałów potrzebnych do wyrobu czapek?
T.K.: Nie mam żadnych problemów. Jest hurtownia i są jeszcze zakłady, które produkują materiały.

Cm.: Na jakich maszynach Pan pracuje, czy tych starych jeszcze z zakładu taty czy nowych?
T.K.: Maszyny to ja mam jeszcze z czasów hitlerowskich z gapą. Maszyna jest z 1943 roku, ojciec kupił ją w Legnicy w zakładzie, w którym pracował. Części nie brakuje, pasują z niemieckich maszyn.

Cm.: Jak powstaje czapka?
T.K.: Najpierw jest miara, potem trzeba ustalić fason, zrobić formę – jeśli ktoś sobie wymyślił fason, a w innym przypadku korzystamy z gotowych form. Formę przykładamy do materiału i wykreślamy dany typ czapki. Następnie wykreślamy kredą formę na materiale. Numerujemy części, żeby się nie pomylić przy zszywaniu. Wykrawamy model wyrysowanej czapki. Wszystko robimy ręcznie, jest to pracochłonne. Potem przygotowujemy podszewkę i preszpan (specjalna mocno prasowana tektura – red.) do wyklejenia daszka. Przenosimy szablon czapki na maszynę i zszywamy zaczynając od daszka.

Cm.: Załóżmy, że widzi Pan na ulicy mężczyznę w czapce. Czy jest Pan w stanie odróżnić wyrób rzemieślnika od chińszczyzny?
T.K.: Rozróżniam, jak można nie rozróżnić. Wystarczy spojrzeć na materiał z którego jest zrobiony.

Cm.: Nietypowe zlecenie?
T.K.: Robiłem np. czapki dla rekonstruktorów. Powstają na podstawie zdjęć.

Cm.: Kto kupuje Pana czapki najczęściej?
T.K.: Klient jest stały, niektórzy od 1979 roku. Ludzie z dawien dawna wiedzą, że tu jest zakład i przyjeżdżają nawet z daleka. Czapki kupują najczęściej mężczyźni po czterdziestce. Najstarszy klient przyjeżdża z okolic Wyszyn i ma około dziewięćdziesiątki. Jeżdżę też na targi do Nidzicy i Konopek. Wśród moich klientów jest pan burmistrz.

Cm.: A jak z konkurencją?
T.K.: Kiedyś był zakład w Przasnyszu i Ciechanowie, ale już nie ma. Z tego co wiem najbliżej prawdziwy czapnik jest w Ostrołęce, Warszawie i chyba w Ostródzie. Kiedyś rzemieślnik to był rzemieślnik, jak nie miał papierów, to nie prowadził firmy, a teraz tak się zrobiło, że kto chce to prowadzi.

Cm.: Kobiety wykonują ten zawód?
T.K.: Kobiety w tym zawodzie też bywają, z tego co pamiętam na Pradze jedna pracowała.

Cm.: Czy ma pan jakiegoś następcę?
T.K.: A po co to komu? To jest już niepotrzebny zawód, teraz wszystko to chińszczyzna. Chińszczyzna wszystko zniszczyła. Z byle dziadostwa produkują. Rzemiosło zostało zniszczone. Mam dwie wykształcone córki, ale nie są zainteresowane prowadzeniem zakładu. One nie chcą i ja też bym ich nie namawiał do tego. Na mnie się tradycja skończy. Czekam, jak przywrócą wiek emerytalny i od pierwszego maja przyszłego roku idę na emeryturę. Z czapnictwa nie da się wyżyć.

Cm.: Niedługo więc nie będzie już czapnika w Mławie?
T.K.: Będzie. Po przejściu na emeryturę, zakład będę prowadził dalej.

To kolejny artykuł z cyklu „ginące zawody”.  W pierwszym artykule tego cyklu pisaliśmy o Marii Józefowicz – kaletniczce, wkrótce kolejna ciekawa osoba i rzadko występujący zawód.

(red.)

Udostępnij:
Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć i chronić Twoje dane osobowe zgodnie z przepisami RODO, potrzebna nam jest Twoja zgoda na ewentualne ich przetwarzanie. Informujemy jednocześnie, że publikacja komentarza w portalu "Codziennik Mławski" skutkuje wyrażeniem przez Ciebie takiej zgody. Nigdzie nie przekazujemy Twoich danych (IP) i chronimy je jak najlepiej potrafimy, wykorzystując do tego wszelkie możliwe formy. Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółami oraz z Regulaminem Komentowania na portalu Codziennik Mławski [TUTAJ]

3
KOMENTARZE

1500
ZZ

Ma Pan rację. Chińszczyzna niszczy rzemiosło

Pl

Ładne nazwisko. Ciekawe czy jest jakieś pokrewieństwo?

Tomek

W świecie zalanym chińszczyzną, wyroby rękodzielnicze to prawdziwy skarb. Gratuluję fachu.